Wizyta w Miasteczku Galicyjskim

W trakcie pobytu w Nowym Sączu, biorąc udział w Jarmarku Św. Małgorzaty, mieliśmy wielkie szczęście skorzystać z gościnności muzeum i nocować w Miasteczku Galicyjskim. Co więcej w poniedziałek po zakończeniu imprezy zwiedziliśmy wnętrza domostw i warsztatów w towarzystwie pani przewodnik.

Jako pierwsze odwiedziliśmy dzieła paszyńskich rzeźbiarzy. Co prawda jak się dowiedzieliśmy, nie są one ściśle związane z Nowym Sączem ani z przełomem XIX i XX wieku, ale stanowią istotny element folkloru południowo-wschodniej części Polski. Rzeźby wykonywane są w drewnie i kamieniu oraz zdobione zbożami i kolorowymi farbami, traktują głównie tematykę religijjną. Moda na rzeźby została zapoczątkowana przez miejscowego proboszcza, który w latach 70 wypromował rzeźby świętych pewnego pasterza. W późniejszym czasie rozwinęło się to na całą wioskę.

Druga w kolejności była apteka pełna zapachów sprzed stu a nawet więcej lat i flakoników opisanych jeszcze w łacinie. Ponad to widzieliśmy kilka ulotek z nowymi lekami, maszynkę do robienia pastylek i oczywiście kasę fiskalną, jak to w nowoczesnej aptece było wymagane.

Z drugiej strony korytarza zajrzeliśmy do uposarzonego zakładu dentystycznego. Zapewne był to jeden z pierwszych, które powstały po wprowadzeniu stomatologii jako osobnej dziedziny medycyny.

Następnie przeszliśmy do zakładu fotograficznego. Niezmierna gratka dla miłośników fotografi i fotografowania: dwa aparaty z czasem naświetlania około 15 minut, specjalny fotel z oparciem na kark (by model wytrzymał w jednej pozycji przez tak długi czas w bezruchu), gramofon by umilić czas oczekiwania, oranżeria dla wyrównania i zmatowienia światła dziennego padającego przez dach oraz fantazyjne tła.

Piątym warsztatem, który odwiedziliśmy, był zegarmistrz. Mogliśmy obejżeć imponującą kolekcję zegarów stojących, wiszących, kieszonkowych, małych stojących na biurku lub szfce nocnej w tym również zegary polskiej firmy Becker ze Świebodzic. Wbrew pani przewodniczce nasza wścibskość i ciekawość historii zawiodła nas na zaplecze, gdzie stała ponad stuletnia szafa grajaca. Mechanizmem oparty na konstrukcji pozytywki z wymiennymi (prawdopodobnie) metalowymi taśmami odpowiednio dzirowanymi dla potrącania strun. Renowacji tej oto pięknej maszyny podjął się współpracujący z muzeum zegarmistrz.

Trudno było nas oderwać od zegarów, gdy jednak się to udało udaliśmy się do warsztatu garncarza. Ciekawostką była dla nas maszynka do ugniatania gliny przed nadawaniem jej kształtów naczynia.  Na półkach stały zrobione i oczekujące na wypalenie miski, garnuszki, dzbanki. Dowiedzieliśmy się że muzeum prowadzi cyklicznie warsztaty lepienia z gliny dla turystów.

W dalszej kolejności widzieliśmy remizę ochotniczej straży pożarnej. Na wyposarzeniu znalazły się dwa wozy z zamontowanymi dwutłokowymi pompami wodnymi (zapewne po naoliwieniu i zatopieniu mogłyby dalej pracować), beczkowóz, drewniane drabiny, tyczki z hakami toporami, metalowymi wachlarzami do dławienia płomieni oraz elementy strojów paradnych.

Z remizy przeszliśmy do krawca, zgodnie z szyldem wywieszonym nad wejściem prowadzonym przez żydowskiego rzemieślnika. Bardzo ładnie skrojone i uszyte stroje dopełniały klimatu pracowni. Zastaliśmy tam również dwie maszyny Singera w stanie zdolnym do pracy, jednak największe wrażenie wywarły na nas ręcznie robione guziki o niezwykle fantazyjnych kształtach.

Jedyne do tej pory udostępniane do zwiedzania mieszkanie należy do krawca i tam udaliśmy się w dalszej kolejności. Z pośród różnorodnych sprzętów i szaf, komód, stołów, łóżek, skrzyń, zastaw i naczyń, dla śpiochów najważniejszy był zapiecek w kuchni przy bardzo dobrze wymurowanym piecu. Dla kotlarza-miedziownika cennym doświadczeniem było obejżenie garnka wykonanego pod koniec XIX wieku tą samą metodą, którą prezentował poprzedniego dnia jako średniowieczną. Co oznacza że raz wprowadzona dobra technika wytwórcza pozostaje długi czas w świadomości rzemieślników.

Natępnie przeszliśmy do pomieszczenia z dwoma wystawami: cukierniczą i orientalną. Wszyscy z nas, którzy liczyli na słodycze trochę się rozczarowali ponieważ tematem wystawy cukierniczej były formy do odlewania czekoladek. Część orientalna zawierała lalki teatralne (temat na czasie przedstawień kukiełkowych razem z teatrem Intermedium) i instrumenty muzyczne.

Kończąc zwiedzanie odwiedziliśmy jeszcze zakład fryzjerski damsko-męski. Zobaczyliśmy całą baterię buteleczek z perfumami, wodami kolońskimi, odżywkami oraz nożyczki, brzytwy, grzebienie i całą resztę sprzętów fryzjersko-balwierskich.

Na koniec chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować władzom muzeum za możliwość zwiedzenia Miasteczka Galicyjskiego, a wszystkich innych zachęcić do odwiedzenia tego niesamowitego miejsca.

strona Miasteczka Galicyjskiego

Opublikowano relacje | Otagowano | Komentarze są wyłączone

Jarmark w Jemielnicy

W niedzielę 4 września 2011r. w Jemielnicy koło Opola odbył się I Jarmark Cysterski.

   Impreza okazała się popisowo zorganizowanym festynem na zakończenie  VI Forum Szlaku Cysterskiego w Polsce, odbywającego się dniach 2-4 września 2011 r. w Pocysterskim Zespole Kulturowym w Jemielnicy, pod patronatem honorowym Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego . Zaskakująca dla nas była ogromna frekwencja okolicznych mieszkańców i przyjezdnych. Mnóstwo kramów, dobre (chociaż strasznie drogie ) jedzenie, wiele atrakcji.

Dla nas, rekostruktorów, przeznaczono spokojne miejsce za murami klasztoru, dzięki czemu nie musieliśmy się zmagać z hałasem i nie byliśmy myleni z jarmarkowymi straganiarzami.

W Jemielnicy pokazaliśmy warsztat grzebieniarza oraz , po raz pierwszy,  zaprezentowaliśmy nasze dokonania we wczesnośredniowiecznym lutnictwie.

Z przyjemnością odnotować mogę, że udało nam się porozmawiać chwilę o rekonstrukcji dawnej muzyki i instrumentów z Jackiem Kowalskim i Henrykiem Kasperczakiem, autoretytami w tej dziedzinie.

 

Opublikowano relacje | Komentarze są wyłączone

Sznurek z pokrzywy

Podczas tegorocznego wyjazdu na Zamek Grodno w sierpniu 2011 postanowiliśmy przeprowadzić eksperyment dotyczący sznurka z pokrzywy. Pomysł powstał na podstawie znalezionego w internecie filmiku opisującego jak zrobić krótki snurek ze świerzo ściętej pokrzywy. Źródło Ponieważ mieliśmy za sobą doświadczenie w skręcaniu sznurka z pakuł konopnych, postanowiliśmy zrobić coś podobnego z włókien pokrzywy.

W Polsce najczęściej występuje pokrzywa zwyczajna (łac. Urtica dioica) która, ma pojedyńczą czerokanciastą łodygę i parami naprzeciwlegle ułożone liście. Cała jest pokryta włoskami parzącymi wydzielającymi kwas mrówkowy (przyczyna poparzeń). [1]

Żeby zrobić sznurek trzeba było przedewszystkim zebrać pokrzywę. Wybraliśmy się we dwóch (Ja czyli Michał oraz Maciej z Głogowa) wcześnie rano i wybraliśmy się na międzymurze na zamku [2]. Ja kożystając z sierpowatego nożyka ścinałem pokrzywy jak najbliżej ziemi [3], a Maciej prostym nożykiem o długim ostrzu odcinał liście i największe włoski [4]. Takie kształy noży są według nas najwygodniejsze przy pracy. Do ścinania warto by było nawet użyć sierpów. Jedna osoba która ścina jest w stanie nadążyć nawet wtedy gdy trzy inne osoby obcinają liście.

Gdy ścieliśmy już dostatecznie dużo pokrzyw (było ich 107) wróciliśmy do izby czeladnej [5] i przygotowaliśmy pobijak i pieniek do rozbicia łodyk aby uzyskać włókna. Tutaj praca zaczęła się bardziej uciążliwa praca. Każdą łodygę trzeba było rozbić [6] i pobijać tak długo żeby wszystkie zdrewniałe częśli łodyg (paździerze) oddzieliły się od włókien [7]. A było tego zdrewniałego rzeczywiście sporo [8]i musieliśmy pobijać po kilka razy każdą łodygę [9]. My próbowaliśmy ze świerzo zerwaną pokrzywą która była jeszcze wilgotna, a nie jak z lnem który zbiera się jesienią już lekko podsuszony.

Po pobijaniu duża ilość paździerzy utknęła pomiędzy włóknami [10]. Dlatego musiałem zabrać się za rozczesywanie palcami a później także szczotką [11]. Za każdym razem gdy już myśleliśmy że jest oczyszczone i gotowe do skręcenia sznurka okazywało się że i tak sypią się z pakuł (czyli włókien) kolejne paździerze. Pomimo tego włókna były przyjemne w dotyku i miały ładny zapach.

Aby sprawdzić czy rzeczywiście można upleść sznurek postanowiliśmy się nie przejmować tym że pakułu nie są do końca oczyszczone i zabraliśmy się za skręcanie sznurka. Ja używając kręciołka nadawałem skręt włóknom a Maciej wysnuwał kolejne włókna przedłużając już zrobiony sznurek [12]. Żeby miał większą wytrzymałość dokręciliśmy go mocniej i złożyliśmy na pół [13]. Sznurek był już niemal gotów [14]. Na koniec próbowaliśmy go jeszcze podokręcać i wyrównać [15].

Eksperyment zaliczamy do udanych, ale następnym razem będziemy musieli dokładniej oczyścić pakuły z paździerzy. Dzięki temu będziemy mogli zrobić cieńszy i delikatniejszy sznurek.
1 2 3

4 5 6

7 8 9

10 11 12

13  14 15

Opublikowano Eksperymenty rekonstrukcyjne | Otagowano | Komentarze są wyłączone